Dowgwillo_kop

Witamy    |    Nazwisko    |    Herb    |    Genealogia    |    Koligacje    |    Pamiątki z podróży    
  Represjonowani    |     Lekcja historii    |     Aktualności   |    Żołnierze Wyklęci     |    Matki Polki
   Polskie Kresy     |    Śpiewnik wileński    |    Nakład wyczerpany




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Byłem żołnierzem Powstania Warszawskiego

Powstanie Warszawskie stanowi dla Polaków, szczególnie dla mieszkańców Warszawy znaczące wydarzenie historyczne. Było wielkim przeżyciem i głęboko zapisało się w pamięci, zwłaszcza od 1 sierpnia 1944 roku do lutego 1945 roku, który był finałem moich wieloletnich działań konspiracyjnych.
Do wybuchu wojny 1939 roku mieszkałem na Kresach Wschodnich, w niedużym miasteczku przygranicznym, Ostrogu nad Horyniem, zamieszkałym przez mieszkańców kilku narodowości. Stacjonował tam 11 Batalion KOP-u i 19 Pułk Ułanów Wołyńskich, w którym w stopniu chorążego służył mój ojciec (ur.1897). W latach młodości ojciec był żołnierzem jazdy mjr. Jaworskigo, która brała udział w walkach na Wołyniu i Podolu, broniąc ludność polską przed zbolszewizowanymi żołnierzami rosyjskimi oraz gromadami chłopów ukraińskich. W 1920 roku z jazdy tej powstał 19 Pułk Ułanów.
17 września 1939 roku ojciec wraz z kadrą oficerską tego pułku dostał się do niewoli sowieckiej i podzielił los wielu tysięcy jeńców – został zamordowany w Katyniu. Od tego czasu nasz dom rodzinny i moje szczęśliwe dzieciństwo przestało istnieć. W listopadzie 1939 roku dotarła do nas wiadomość o planowanej zsyłce w głąb ZSRR, która miała objąć przedewszystkim rodziny wojskowych i policjantów. Wiadomość tę przekazali życzliwi nam miejscowi Rosjanie i Ukraińcy. 
Zrodził się więc zamiar opuszczenia Ostroga, przekroczenia granicy i przejścia na teren Generalnej Guberni. Inicjatorami tego przedsięwzięcia byli starsi podoficerowie pułku, którzy uniknęli niewoli. W ukryciu zorganizowali większą grupę uciekinierów. W pierwszych dniach grudnia rozpoczęła się nasza 6 dniowa wędrówka w stronę granicy niemiecko-radzieckiej. Udaliśmy się w kierunku północnym, do przejścia granicznego pod Małkinią. Warunki klimatyczne utrudniały transport, podróżowaliśmy więc saniami z zaprzęgiem konnym, pod opieką przewodników, którzy trudnili się przerzutem na stronę niemiecką. Dzięki dobrej organizacji przygotowanej przez wojskowych i przewodników szczęśliwie przekroczyliśmy granicę i pociągiem dotarliśmy do rodziny zamieszkałej w Tomaszowie Lubelskim. W 1941 roku wyjechaliśmy od rodziny do Mińska Mazowieckiego i tam nasza rodzina znalazła schronienie na czas wojny. Mnie umieszczono w internacie RGO w Warszawie, gdzie przebywała młodzież męska (12-18 lat), której ojcowie polegli podczas kampanii wrześniowej lub byli jeńcami wojennymi. Tam kontynuowałem naukę w Zawodowej szkole Graficznej (dawniej Gimnazjum Graficzne). 
W 1942 roku za namową kolegów wstąpiłem do tajnego harcerstwa – Szarych Szeregów (krypt. ”Zawiszacy”), grupującego młodzież w wieku12-15 lat. Harcerzem byłem już od 1938 roku, dlatego tez otrzymałem funkcję zastępowego 13 Drużyny im. A. Małkowskiego. Jakiś czas póżniej zostałem przyjęty do drużyny starszej młodzieży harcerskiej o kryptonimie BS („Bojowe Szkoły”). Przed Powstaniem przeszedłem szkolenie w zakresie łączności, z przeznaczeniem wykorzystania w artylerii. 
Zmiana sytuacji na frontach w 1944 roku wpłynęła na nastroje mieszkańców Warszawy. Jak nigdy wcześniej wierzono w zwycięstwo i klęskę Niemiec ale widać też było zmęczenie wieloletnią okupacją. W lipcu dało się zauważyć niepokój w środowisku niemieckim, szczególnie wśród pracowników administracji i policji. Także wśród młodzieży podziemia akowskiego panowało napięcie, ale też większa swoboda. Do tego nastroju przyczyniła się propaganda radziecka nawołująca do wystąpień zbrojnych, zbliżająca się do Warszawy Armia Sowiecka oraz obwieszczenia władz niemieckich, powołujące 100 tysięcy mężczyzn do prac fortyfikacyjnych. W tych warunkach wystąpienie zbrojne wydawało się nie do uniknięcia. Na 27 lipca przewidziana była mobilizacja oddziałów AK, ale została odwołana i dopiero 1 sierpnia wydano rozkaz do rozpoczęcia walki. 
Wiedząc już o przygotowaniach do czynu zbrojnego pragnąłem zobaczyć się z rodziną zamieszkała w Mińsku Mazowieckim. Udałem się tam, ale mamy nie zastałem, a moi bliscy namawiali mnie do pozostania. Mimo ich próśb i okazanej życzliwości zdecydowałem się powrócić do Warszawy. 
Wracałem pieszo i kilka kilometrów za Mińskiem spotkałem mamę idącą z przeciwnej strony. Stanęliśmy naprzeciw siebie. Był to wzruszający moment, słowom troski i obawy o życie syna towarzyszyły spływające po policzkach łzy. Jednak wola walki o wyzwolenie Ojczyzny w moim odczuciu była silniejsza. Mama musiała się pogodzić. PO czułym pożegnaniu, oddalając się, długo jeszcze widziałem jej nieruchoma postać patrzącą w moją stronę. 
Godzina „ W ”zastała mnie na ulicy Hożej. Byłem w towarzystwie kolegi, z którym zdecydowaliśmy, że udamy się do Komendy Hufca na Mokotowie. W mieście panował ożywiony ruch patroli niemieckich, które wyłapywały młodych mężczyzn. Droga do wyznaczonego celu była zbyt ryzykowna postanowiliśmy, więc dołączyć do pierwszego napotkanego oddziału. W bramie kamienicy u zbiegu ulic Koszykowej i Mokotowskiej zauważyliśmy uzbrojonych młodych mężczyzn ze Zgrupowania rtm.” Ruczaja ”(Czesław Lisowski). Po krótkiej rozmowie z dowódcą por.”Longinem” (Karol Gomółko), wyjaśniającej kim jesteśmy, przyjęto nas do oddziału. 
Tak staliśmy się żołnierzami Armii Krajowej. Wkrótce wzięliśmy udział w natarciu na koszary przy ulicy Koszykowej nr 18 (byłe Poselstwo Czeskie), gdzie stacjonowała jednostka S.A. Atak był zaskoczeniem dla Niemców, część ratowała się ucieczką ponosząc straty. W budynku pozostała jedna kompania (ok. 80 osób) z tak zwanego Legionu Wschodniego gen. Własowa (składająca się z ochotników pochodzenia azjatyckiego), która poddała się bez walki oddając nam swoja broń. O świcie nastąpiło przeciwnatarcie piechoty niemieckiej wspomaganej przez czołgi, co zmusiło nas do wycofania się ze zdobytej posesji. Razem z jeńcami dotarliśmy do obszaru zajętego przez nasze oddziały. Otrzymaliśmy skierowanie do Sztabu I Obwodu ppłk” Radwana”(Edward Pfeiffer) przy ulicy Kruczej, jako dobrze uzbrojony oddział. Tam dokonano przegrupowania, mnie z kilkoma kolegami przydzielono do małego oddziału operującego w Alejach Ujazdowskich, dowodzonego przez ppor. ”Bradla„ (Kazimierz Leski).
Był to wspaniały oficer kontrwywiadu, w cywilu konstruktor łodzi podwodnych, a podczas kampanii wrześniowej pilot mysliwca. Oddział por.”Bradla” szybko rozrastał się i około 16 sierpnia stanowił już siłę batalionu składającego się z trzech kompanii: por.”Bradla”, por.”Ziuka”, kpt.”Redy”. Dowódcą batalionu został mjr.”Miłosz”(Stefan Jastrzebski). W batalionie tym, już jako żołnierz kompanii por. ”Bradla”, uczestniczyłem we wszystkich akcjach na obszarze kwartału następujących ulic: Książęca, Aleja na Skarpie, Piękna, Aleje Ujazdowskie. Walczyłem przy zdobywaniu poszczególnych budynków, a także broniłem utrzymania zdobytych pozycji. W trakcie walk Niemcy obawiając się nas i chcąc odbić utracone pozycje podejmowali różne działania: wzmagali ostrzał, wysadzali domki willowe w pobliżu ogrodu sejmowego. 
We wrześniu nasiliły się działania niemieckie. Drugiego września w wyniku nalotów pod gruzami Gimnazjum Królowej Jadwigi zginęło 20 powstańców z plutonu odwodowego por. ”Leszka”. Pomimo ponoszonych strat Niemcy wznawiali natarcia, wielokrotnie nękali nasz pluton pociskami możdzierzy. W trakcie walk zostałem lekko ranny. Niemcy stopniowo zdobywali poszczególne dzielnice, a do naszego rejonu docierały rozbite oddziały powstańcze. Ze względu na sytuacje strategiczną i ponoszone ofiary dalsza walka traciła już sens, ale nasz batalion bronił się jeszcze, a w nim moja kompania. W ostatnich dniach września aktywność obu stron walczących wyraźnie słabła. Przy wspólnym porozumieniu na krótko zawarto zawieszenie broni.
Drugiego października gen.”Bór” (Tadeusz Komorowski) wraz z delegacją powstańców podpisał akt kapitulacji. Batalion w którym walczyłem pod dowództwem mjr.”Miłosza” przyjął nazwę 28 Dyw., 72 pp, i stał się częścią Zgrupowania płk.”Sławbora”.5 października nastąpił wymarsz oddziałów z Warszawy – z bronią i na prawach kombatanckich. 
Po złożeniu broni jeńców odprowadzono do Ożarowa, skąd skierowano ich do obozów. 63 dni walki powstańczej to 63 dni przeżyć jej uczestników, to momenty radosne, gdy odnosili sukcesy i tragiczne gdy ginęli koledzy. Najbardziej mi utkwiła w pamięci śmierć starszego kolegi ( 24 lata) Jerzego Zawistowskiego, pochodzącego z mojego rodzinnego miasta, syna ppłk 19 Pułku Ułanów. Znałem jego rodzinę, a nasi ojcowie służyli zawodowo w tym samym pułku od 1920 roku i obaj jako jeńcy zostali rozstrzelani przez Sowietów.
Jako młody żołnierz chciałem walczyć, nie pogodziłem się z kapitulacją, więc w chwili jej ogłoszenia dołączyłem do grupy ochotników, zorganizowanej przez por. ”Dołęgę” (Henryk Ossowski, w 1939/40 adiutant mjr. Hubala), która miała kontynuować walkę w partyzantce. Według por. ”Dołęgi„ grupa ta miała dołączyć do większego zgrupowania i zbrojnie przebijać się z okrążonej Warszawy. Po dokładnym rozpoznaniu okazało się, że istniało zbyt duże ryzyko ze względu na zmasowanie wojska niemieckiego w tym terenie. Ta sytuacja zmusiła nas do opuszczenia Warszawy z ludnością cywilną. Wraz z czterema kolegami zmieszaliśmy się z tłumem cywilów idących droga w stronę Pruszkowa. Ponieważ eskorta niemiecka nie była zbyt gorliwa w pilnowaniu ludności udało mi się wraz ze starszym kolega pchor.”Dewajtisem” (Jan Rzewuski), „wyskoczyć ” z tłumu i skryć w zaroślach. Przez kilka godzin, aż do zmroku, ukrywaliśmy się czekając na dogodny moment dalszego marszu. Ruszyliśmy w stronę Gołąbek koło Włoch i tam nawiązaliśmy kontakt z placówką AK. Schronienia użyczył nam jej dowódca. Przyjął nas bardzo serdecznie. Po dwóch dniach, pod opieką łączników, wyruszyliśmy w dalszą drogę do Kielc. Po drodze dołączył do nas kolego z internatu i „Szarych Szeregów „Wojtek Szczepański, który towarzyszył mi do końca mojej wojennej wędrówki. Na tym obszarze działały jeszcze oddziały partyzanckie ze Zgrupowania mjr.„Ponurego”. Około 20 października zostałem skierowany do zespołu wiosek Kraino położonych w Górach Świętokrzyskich. Teren ten objęty był działaniem 4 pp Legionów. 
Tam następnego dnia zostałem schwytany przez żandarmerię i dołączony do wywiezienia na przymusowe roboty do Rzeszy. Wkrótce z poznanym partyzantem 4 pp Legionów Stanisławem Nieburskim, znalazłem się w obozie przejściowym w Rosenbergu (obecnie Oleśnica). Nie pozostaliśmy tam długo – przygotowany przez nas plan ucieczki zakończył się powodzeniem. Różnymi drogami powróciliśmy do Kraina. Droga powrotu była bardzo niebezpieczna. Na placówce do której dotarłem po kilkudniowej wędrówce, zastałem kolegę Wojtka. 21 grudnia 1944 roku żandarmeria w całej okolicy urządziła obławę na młodych ludzi podejrzanych o przynależność do AK. Aresztowano kilka osób , w tym także kolegę Wojtka i mnie. Oddano nas pod nadzór Gestapo i tak zwaną budą odwieziono do więzienia w Kielcach. Po dwóch tygodniach ruszyła ofensywa Armii Sowieckiej. Niemcy w pośpiechu załadowali wszystkich więżniów do pociągu towarowego (około 60 osób, wiążąc ręce do tyłu chcieli uniemożliwić im ucieczkę. Wysłali nas do więzienia w Częstochowie i tam stałem się więźniem Gestapo. W nowych warunkach obawiałem się następnych przesłuchań i śledztwa. 
Szybko jednak sytuacja zmieniła się, wojska sowieckie dotarły pod Częstochowę. Wywołało to panikę wśród Niemców, którzy wraz z obsługą więzienną pospiesznie ewakuowali się. Czujne placówki AK wykorzystały panujący chaos, wkroczyły na teren więzienia i uwolniły setki więźniów. Już wolny i szczęśliwy, wraz z moim towarzyszem niedoli, kolegą Wojtkiem, wracam na placówkę AK do życzliwego nam Kraina. W drodze napotykaliśmy wielokrotnie żołnierzy sowieckich, ale też wielu poległych żołnierzy niemieckich i porozbijany sprzęt bojowy. Widać było, że to już koniec wojny z Niemcami, przynajmniej tu, na ziemiach polskich. Na miejscu zastała nas przykra wiadomość – ostatni rozkaz Komendanta Głównego AK gen. ”Niedźwiadka”(Leopolda Okulickiego) o rozwiązaniu Armii Krajowej (z dn.19.01.1945). Było to dla nas wielkim zaskoczeniem. Przygnębiony wraz z kolegą Wojtkiem Szczepańskim, z którym łączyła mnie przyjaźń i wspólne przeżycia udaliśmy się do Warszawy, by tam podjąć poszukiwania naszych rodzin. 
Ten rozdział mojego życia zamknął się, musiałem teraz uczyć się innego, „cywilnego” życia, ale nie zakończyła się moja wędrówka drogą do Wolnej Polski. Podjąłem ją w innych warunkach i w innej formie.

  Zbigniew Piasecki